Rodzina
Zdrowie
Ekologia
Edukacja
Wypoczynek

Działkowcy walczą o swoje prawa

„Działkowa patologia i slumsy” czyli o działkowcach w „Rzeczpospolitej” - 12.08.2013

W naszym kraju każdy zna się najlepiej na wszystkim. Ekspertów mamy pod dostatkiem – na każdy temat. Czytając poniedziałkowe wydanie „Rzeczpospolitej” trudno nie zauważyć, że dziennikarze czołowych gazet już nawet nie próbują silić się na obiektywizm. Czyżby aż tak POzazdrościli politykom popularności i bezkarności w głoszeniu półprawd i nonsensów, że idą tym samym utartym torem? Redaktor Marcin Piasecki wzorem posła Stefana Niesiołowskiego (PO) znanego ze swoich bezpardonowych i napastliwych ataków, za cel obrał sobie działkowców. Czym mu zawinili emeryci i renciści uprawiający w spokoju marchewkę i pietruszkę, nie wiadomo. Jasne jest natomiast, że działkowcy i ogrody to dla niego to po prostu „zwykła patologia” i nic więcej. Próżno tu szukać choćby najmniejszego szacunku i zrozumienia dla wieloletniej pracy ludzi. „Prędzej czy później działkowcy będą musieli ustąpić z centrów miast – pisze redaktor Marcin Piasecki. Ich ogrody coraz bardziej przypominają slumsy postawione na makabryczni drogiej ziemi. No i tu rodzi się pytanie zasadnicze. Skoro są to slumsy i patologia, to dlaczego cieszą się aż taką popularnością, a listy oczekujących na działki są coraz dłuższe? Wszak z ogrodów korzysta już ponad 4 miliony ludzi, a zainteresowanie nie maleje. Co więcej, nie tylko sami działkowcy, ale także całe społeczeństwo docenia wartość ogrodów działkowych w miastach i jak wskazuje sondaż CBOS (z września 2012r.) aż 88% Polaków popiera ich dalsze istnienie.

Dziś ogrody działkowe to już nie ta sama bajka co dawniej i trzeba mieć pojęcie, choćby minimalne, o czym się pisze. Współczesne ogrody to miejsca coraz bardziej nowoczesne, które z roku na rok stają się coraz ładniejsze, o czym świadczy nie tylko ilość przeprowadzanych modernizacji, ale tez liczne konkursy, w których startują działkowcy prezentując piękno swych ogrodów. Otwierają też swoje bramy dla całej lokalnej społeczności, dzięki czemu są one miejscem wypoczynku dla rodzin i przyjaciół, a przy okazji służą jako wsparcie socjalne dla tych bardziej potrzebujących. Bo oni istnieją nawet jeśli dziennikarze niekoniecznie chcą ten fakt zauważyć. Dwa miliony emerytów otrzymuje emeryturę poniżej pensji minimalnej. Prawie co 10 dorosły Polak nigdy nie był na wakacjach, a głównym powodem tej smutnej sytuacji jest… brak pieniędzy. Tymczasem w komentarzu „Rzeczpospolitej” czytamy: „Gdyby owe grunty sprzedać, być może minęłaby groźba podwyżki najróżniejszych opłat i pojawiłyby się nowe możliwości inwestycyjne”. Ogród działkowy nie może być jedynie oceniany przez pryzmat wartości majątkowej ziemi. Większość z nich powstała bowiem w czasach, gdy w miejscu tym były jedynie ugory i łąki, a nie centra miast. Czy to znaczy, że teraz, gdy miasta się rozwinęły, działkowcy „w podziękowaniu” za pięknie zagospodarowaną zieleń, która jest prawdziwą fabryką tlenu dla wielu miast, mają zostać z niej wyrzuceni tylko po to, by jakiś inwestor, mógł sobie napchać kieszenie sprzedając ekskluzywne apartamenty za grube miliony? Czemu zatem służyć ma negowanie potrzeby istnienia działek w miastach i wskazywanie jak cenne byłoby zagospodarowanie tych terenów inaczej? Może społeczeństwo polskie lubi ogrody, bo dostrzega w nich coś więcej, niż tylko interes deweloperów i doskonałe miejsce na kolejne „wybajerzone” centrum handlowe?

Trzeba to podkreślić tysiąckrotnie, bo może wtedy coś do kogoś dotrze - ogrody działkowe nie blokują i nie blokowały nigdy rozwoju miast. Centrum nie może być jedynie betonowym tworem, w którym się tylko pracuje. Takie myślenie to zaiste prawdziwy przeżytek PRL. Ogrody są potrzebne w środku miast, czy się komuś to podoba czy nie. Ludzie potrzebują zieleni, hodowania sałaty, a samorządy potrzebują ogrodów, by obniżyć temperaturę „rozgrzanych niczym skalne pustynie miast”.  Wystarczy popatrzeć na naszych zachodnich sąsiadów, by zobaczyć, jak moda na działki opanowała Europę i świat. Ogrody to nie „przeżytek” – jest wręcz odwrotnie. W zachodnich państwach Europy działki uznawane są za szczyt rozwoju i przyjaznego traktowania swoich mieszkańców. Najbardziej działkowym miastem świata jest Berlin. Na jego obszarze znajduje się około 74 tys. ogrodów działkowych. Kanclerz Angela Merkel uważa, że ogrody bronią wielkiej idei, bo jako zielone wyspy zapewniają miastom swobodny dostęp do natury. „Ogród dla każdego  obywatela” to hasło przewodnie szwedzkiego stowarzyszenia ogrodów działkowych. Ogrody działkowe są w Sztokholmie, Paryżu, Kopenhadze, Chicago, Toronto,  w Londynie i Japonii. Prawdziwy rozkwit przeżywają ogrody działkowe w Danii. W Wielkiej Brytanii zgodnie ustawą z 1908 roku, wystarczy kilkanaście osób aby gmina miała obowiązek przekazania im gruntu w użytkowanie. Na liście oczekujących na przydział działki jest obecnie 87 tysięcy zainteresowanych.

Tymczasem co niektórzy chcieliby działkowców wykopać i na taczkach przewieźć w inne miejsce. Aaaa i nie zapominajmy – w ogóle to niech sobie tę ziemię kupią. Dlaczego? A tak. Skoro ja nie mam to i ty mieć nie będziesz. Takie polskie stereotypy, ale jak widać w mediach nadal dobrze się sprzedają.

 

KOMENTARZE DZIAŁKOWCÓW ws. PUBLIKACJI "RZECZPOSPOLITA":

OZ PZD Mazowiecki

OZ PZD Świokrzyski w Kielcach i Prezesi ROD

Jóżef Śnieżek z ROD "Nasz Gaj" w Rzeszowie

Robert Dygdoń z ROD "Wolica" w Dębicy

Dorota Bojarska z ROD "Zalesie" w Rzeszowie

ROD im. 2 Armii Wojska Polskiego w Poznaniu 

Maria Klimków z Wałbrzycha 

OZ Świętokrzyski w Kielcach

Powrót

Copyright © 2019 Polski Związek Działkowców All rights reserved.

made by Esencja Studio