Rodzina
Zdrowie
Ekologia
Edukacja
Wypoczynek

Wydarzenia

Niedorzeczności i stronniczość na łamach "Polityki" - 23.07.2012

W najnowszym wydaniu „Polityki” (nr. 29) ukazał się kolejny tendencyjny artykuł, który z założenia miał być szpilą wbitą w Pols ki Związek Działkowców. Próbując osiągnąć ten cel, autorka tekstu – Martyna Bunda sięgnęła po metody niezgodne z kodeksem dziennikarskim, zapominając o tym, że poszukiwanie i publikowanie prawdy to podstawowy obowiązek dziennikarza. Już sam tytuł „Król działek” ma na celu ukierunkować sposób postrzegania Polskiego Związku Działkowców jako monarchii, „państwa w państwie”, gdzie rządy sprawuje król. Takie podejście do tematu byłoby do przyjęcia w odniesieniu do małego dziecka, a nie w przypadku osoby dorosłej, której rozumowanie powinno już dawno przekroczyć granicę infantylności. Gwoli ścisłości, warto podkreślić, że Prezes KR PZD, jak sama nazwa zresztą wskazuje, jest prezesem, nie zaś królem. Jeśli dziennikarka nie dostrzega różnicy w znaczeniu obu tych słów i traktuje je jako synonimy, to należy pogratulować jej „dobrego” warsztatu językowego i odesłać ją do słownika języka polskiego w celu nadrobienia zaległości.

Potraktowanie PZD jako monarchii z „królem” Eugeniuszem Kondrackim na czele jest po prostu śmieszne i niedorzeczne. W tym miejscu warto zaznaczyć, że PZD jest organizacją samodzielną, samorządną i społeczną, do której przystępuje się nie pod przymusem, lecz na zasadzie dobrowolności. Ponadto w przeciwieństwie do monarchicznych rządów, Prezes KR PZD wybierany jest przez Krajową Radę na drodze demokratycznych wyborów. Nie może zatem być mowy o żadnym „królowaniu”. Natomiast fakt, że Eugeniusz Kondracki jest od 1981 r. prezesem Związku świadczy tylko i wyłącznie o jego popularności w środowisku działkowców, które od wielu lat obdarza go wielkim zaufaniem. Działkowcy potrafią docenić kompetencje Prezesa PZD, jego zaangażowanie i zapał towarzyszące jego codziennej pracy, owocem której są coraz piękniejsze ogrody i co najważniejsze – zadowolenie samych działkowców. Dlaczego więc zmieniać to, co jest dobre? Zmiana dla samej zmiany nie ma najmniejszego sensu. Członkowie PZD doskonale to rozumieją, czego dowodem jest piastowanie funkcji Prezesa KR PZD przez Eugeniusza Kondrackiego przez 31 lat. – Szef działkowców swoją funkcję sprawuje więc nieprzerwanie od prawie 45 lat – czytamy na łamach „Polityki”, co oczywiście jest niezgodne z prawdą. Zresztą w tym samym artykule widnieje inna, sprzeczna z poprzednim stwierdzeniem informacja: Na czele związku, od początku istnienia – czyli od 1981 r. – stoi ten sam człowiek: Eugeniusz Kondracki. Autorka tekstu mocno się zagalopowała w swoich wyliczeniach - 14 lat robi jednak dużą różnicę. Poza tym tak sprzeczne ze sobą informacje rażą w oczy i powodują, że u czytelnika zapala się – i słusznie zresztą - „czerwona lampka” z napisem „Temu dziennikarzowi nie można zaufać”. Nierzetelność oraz podawanie nieprawdziwych informacji to kolejna rzecz, którą można zarzucić dziennikarce. 13-letni staż w pionie Centralnej Rady Związków Zawodowych to nic innego, jak tylko „kaczka dziennikarska”. Zresztą sam Prezes PZD wielokrotnie wypowiadał się na ten temat, sztucznie wygenerowany przez środowisko medialne, które zachłysnęło się tą nieprawdziwą informacją i na zasadzie efektu domina próbuje przekazywać ją dalej. Cóż za brak profesjonalizmu ze strony niektórych dziennikarzy, którzy otrzymawszy zasłyszaną gdzieś, od kogoś informację przyjmują ją jako pewnik. Chyba nie o to chodzi w prawdziwym, rzetelnym dziennikarstwie.

Martyna Bunda w swoim tekście insynuuje brak dostatecznej wiedzy na temat prywatnego życia Prezesa Eugeniusza Kondrackiego, o którym – jak sama pisze nic publicznie nie wiadomo, prócz tego, że jest z rocznika 1938, ma tytuł inżyniera – lecz nie wiadomo, jakiej specjalności – i jest właścicielem 300 m ogrodu działkowego w Warszawie. Jeśli chodzi o szkołę, którą Prezes skończył, to nie jest żadną tajemnicą, że była to szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Co by chciała Pani więcej wiedzieć o Prezesie Kondrackim, Pani Martyno? Może informacje na temat kulinarnych preferencji Pana Prezesa lub też ulubionego koloru zaspokoiłyby Pani ciekawość? No tak, w sumie taka informacja mogłaby być pretekstem do stworzenia gorącego newsa i wysuwania daleko idących wniosków, z serii tych absurdalnych, np.: „ulubionym kolorem Eugeniusza Kondrackiego jest czerwony, w związku z tym nie powinien być Prezesem PZD, gdyż ogrody kojarzą się przecież z zielonym!”. Czy w takim kierunku to wszystko zmierza? Nie wpadajmy w paranoję i nie dajmy się zwariować! W jakim celu Prezes PZD miały „spowiadać się” ze szczegółów ze swojego życia  prywatnego? Czemu miałoby to służyć? Odpowiedź jest prosta – niczemu. Dalsze komentarze są więc zbędne.

- Szef ma kolegów w polityce – pisze dziennikarka, zarzucając Eugeniuszowi Kondrackiemu kontakty z ludźmi ze świata polityki, zwłaszcza z PSL i SLD. To chyba normalne, że człowiek światły, jakim jest Prezes KR PZD ma kontakty z ludźmi wywodzącymi się z różnych środowisk, również politycznych. To przejaw otwartości na innych ludzi prezentujących różne poglądy. Prezes nie jest człowiekiem hermetycznie zamkniętym, kontaktującym się tylko i wyłącznie z członkami PZD, co zresztą świadczyłoby o jego zahukaniu. Czy można oceniać kogoś przez pryzmat jego znajomości z ludźmi prezentującymi różne poglądy? Takie podejście do sprawy byłoby bardzo krzywdzące, a wręcz nie do przyjęcia. Takie zarzuty kierowane przez Panią Bundę pod adresem Eugeniusza Kondrackiego są wręcz śmieszne i niestety nie świadczą zbyt dobrze o autorce tekstu.

Dziennikarka nie omieszkała wspomnieć też o miesięczniku „działkowiec” , dodając: Pracuje tam także jego córka. I co z tego, że tam pracuje? Co w tym złego? Jest osobą kompetentną, z odpowiednimi kwalifikacjami, doskonale nadającą się do funkcji, którą sprawuje, więc nikogo nie powinno dziwić, że pracuje w takim, a nie innym miejscu. To naturalna kolej rzeczy, że mając świadomość mocnych stron swojej córki, Eugeniusz Kondracki zaproponował jej pracę w wydawnictwie. I jak się okazuje, była to słusznie podjęta decyzja, o czym świadczy duże zainteresowanie tym interesującym merytorycznie pismem.  

W artykule pojawia się też wątek zbuntowanych ogrodów. Dziennikarka pisze:
- W parę dni po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku, którym zakwestionował przepisy dotyczące szczególnej władzy Polskiego Związku Działkowców, chęć odłączenia się od związku zgłosiło kilkadziesiąt kolejnych. Ludzie dzwonią do Ireneusza Jarząbka, elektronika ze Swarzędza, który wziął na siebie rolę lidera działkowej opozycji. I proszą, by im przesłać statut ich opozycyjnego stowarzyszenia na wzór; może też spróbują się uniezależnić.

Powyższy cytat jest znów przykładem stronniczego potraktowania tematu, gloryfikującym działalność stowarzyszenia działkowego i próbą pokazania wzrostu jego popularności. Autorka znów nie zadbała o obiektywizm przedstawienia sytuacji po wyroku TK i nie zainteresowała się tym, co aktualnie dzieje się w Polskim Związku Działkowców. A dzieje się, i to sporo. Ze wszystkich zakątków kraju codziennie napływają do Krajowej Rady PZD listy od działkowców, w których zapewniają o swoim poparciu dla Związku oraz wyrażają wolę walki o zachowanie jedności wszystkich działkowców zrzeszonych w PZD. Oprócz pisania listów, wielu działkowców dzwoni bezpośrednio do Krajowej Rady, dzieląc się swoimi obawami i nadziejami dotyczącymi przyszłości ogrodów działkowych, nie szczędząc przy tym słów świadczących o solidarności z PZD.

Dziennikarka twierdzi, że wiele osób dzwoni do Jarząbka, chcąc odłączyć się od Związku. Zastanawiające jest, kto – jeśli w ogóle -  do niego dzwoni. Żeby do kogoś zatelefonować, trzeba znać numer telefonu do osoby, z którą chce się rozmawiać. Innego wyjścia nie ma. Załóżmy hipotetycznie, że osoba zainteresowana działalnością Jarząbka chciałaby się z nim skontaktować. Zaczyna więc przeszukiwać  Internet w celu znalezienia odpowiedniego numeru. Szuka, szuka i… nie znajduje go. A dlaczego? Bo takiej informacji po prostu nie ma. W kontekście tego, coraz bardziej zastanawia, jak jest to możliwe, że odbiera on tak wiele telefonów od osób zainteresowanych wstąpieniem do jego stowarzyszenia. W każdym razie wątek Jarząbka – byłego Prezesa ROD „Kwitnąca Dolina” w Swarzędzu nie od dziś budzi wiele wątpliwości. Został odwołany z funkcji prezesa ogrodu za uchybienia, brak dbałości o finanse ogrodu, łamanie przepisów ustawy o ROD (np. wybudowanie ponadnormatywnego domu na swojej działce). Wtedy to rozpoczął działania wojenne wymierzone w PZD. Zamiast siać marchewkę i inne warzywa, zaczął siać w ogrodzie tylko zamęt. Ponadto ten anarchista, traktujący prawo po macoszemu, został na dodatek oskarżony o zawłaszczenie mienia oraz pobicie. Trzeba przyznać, że barwna z niego postać. Szkoda tylko, że głosząc szczytne hasła, próbuje zrobić wodę z mózgu innym ludziom, perfidnie wykorzystując ich naiwność.

W swoim tekście dziennikarka wzmiankuje również o wypowiedzi Leszka Millera, który zabrał głos na łamach „Super Expressu”. - Niech działkowcy wyzbędą się złudzeń, że to, co się dzieje, jest wymierzone w Polski Związek Działkowców, a nie w nich. Otóż głównie w działkowców! Spójrzmy co się stało na Słowacji, gdzie to zastosowano – zaalarmował Miller. Warto jedynie dodać, że słowaccy działkowcy stracili swoje działki, które zostały wykupione przez deweloperów. Chyba nie chcemy, żeby u nas w Polsce powtórzył się ten scenariusz? Ci, którzy mają świadomość katastrofalnych skutków będących następstwem wyroku Trybunału Konstytucyjnego, wiedzą, że można tego uniknąć tylko w jeden sposób – solidaryzując z PZD, który od początku swojego istnienia troszczył się o dobro wszystkich działkowców. I to skutecznie, jak się okazuje.

Na koniec słów kilka do autorki tekstu: łatwo jest bezpodstawnie krytykować i wyrażać się o kimś ironicznie, trudniej zaś docenić kogoś za to, co dobrego zrobił dla tylu osób. Manipulować opinią publiczną można na wiele sposobów, ale przecież nie tego oczekuje czytelnik. Znakiem szacunku dla potencjalnego odbiorcy Pani tekstu byłoby spojrzenie na sprawę ogrodów działkowych, działkowców oraz samego Związku z szerszej niż swoja własna perspektywy i dopuszczenie do siebie racjonalnych argumentów prezentowanych przez wszystkie strony, także członków PZD. Apelujemy o obiektywizm w swoich wypowiedziach i potraktowanie głosu milionów Polaków z należytym szacunkiem.

 

                                                                                                                                       AG

W odpowiedzi na artykuł, swoje komentarze przesyłają działkowcy:

OZ Świętokrzyski PZD w Kielcach:
"Opublikowany artykuł zawiera w swej treści szereg nieprawdziwych, a wręcz skandalicznych informacji. Nie możemy pozbyć się wrażenia, że został on napisany "na kolanie" bez zaznajomienia się z faktami".

Działkowcy ze Szczecina:
"Zamieszczony artykuł o wieloznacznym tytule "król działek" od razu ujawnia jego intencje i daje do myślenia do czego Pani zmierza. Miał on być rozprawką podsycającą i tak gorącą atmosferę wokół działek w rodzinnych ogrodach działkowych."

Okręgowy Zarząd PZD w Lublinie:
"Już sam tytuł "Król działek" wzbudza sensację i skupia uwagę czytelnika na osobie prezesa Związku. A przecież w obecnej sytuacji takie tendencyjne i wręcz prześmiewcze spojrzenie na ruch społeczny o tak długiej tradycji jest krzywdzące dla jej członków".

Powrót

Copyright © 2019 Polski Związek Działkowców All rights reserved.

made by Esencja Studio