Rodzina
Zdrowie
Ekologia
Edukacja
Wypoczynek

Przegląd mediów

BOOM NA RODOS - 25.05.2020

Niespełna 5 tys. rodzinnych ogródków działkowych podzielonych na pond 900 tys. działek już Polakom nie wystarcza. Od kiedy wyjście z czterech ścian jest zagrożeniem, a zrobiło się ciepło, marzymy o własnym azylu na świeżym powietrzu. Chętni bombardują Polski Związek Działkowców pytaniami, jak kupić działkę, jakie są ceny, kiedy otwarcie nowego ogrodu? Blisko 41 tys. ha działek stało się rajem i na wiosnę, i na wakacje.

Powierzchnia wszystkich krajowych rodzinnych ogrodów działkowych (ROD), żartobliwie zwanych polskim RODOS, jest tylko odrobinę mniejsza niż teren całej Warszawy. A zapotrzebowanie na działki w ostatnich dwóch miesiącach wzrosło niebotycznie. Związek załamuje ręce. Nowych działek nie ma, a oni sami nie zajmują się sprzedażą ziemi. Można mówić już o tysiącach telefonów od zainteresowanych działkami. Jedyna opcja na dziś to rynek wtórny.

 Ogłoszenia w internecie brzmią nawet nieco dramatycznie. Obiektem pożądania jest choćby kawałek ziemi. Nawet nie pod uprawę roślin, ale do grillowania z rodziną, odpoczynku od zgiełku miasta. Tam, gdzie można zawiesić hamak, spuścić psa ze smyczy, poopalać się w spokoju. Pooddychać bez maseczki stosunkowo świeżym powietrzem, popatrzeć w gwiazdy. Ewentualnie posadzić kilka drzewek owocowych czy warzyw. Bo to po to dziś młodym działki.

 W cenie jest dosłownie każdy kawałek ziemi. Ludzie piszą w sieci, że pilnie kupią działkę i z domkiem, i z altaną do rozbiórki, i bez. Nieuporządkowaną, zadrzewioną, zaniedbaną, każdą. Przy ulicy, choć to większy zgiełk, ale więcej prywatności, bo mniej sąsiadów. Najchętniej jednak z uregulowaną kwestią prawną w ROD, podłączeniem do wody i prądu. Ewentualnie ze studnią, pompą automatyczną. Najczęściej szukamy blisko domu.

AZYL 15 MINUT OD DOMU

Ceny za pojedynczą działkę w stolicy, oczywiście w zależności od oferty, wahają się od 20 do 100 tys. zł. W skrajnych przypadkach wykraczają ponad górną granicę, ale to cena za duże, kilkusetmetrowe działki z domkiem. Właśnie w dużych miastach, gdzie zainteresowanie jest największe, bo ludzie w dobie narodowej kwarantanny duszą się w czterech ścianach blokowisk, o działkę najtrudniej. Jeszcze trzy miesiące temu wartość kawałka ziemi oscylowała wokół dolnej granicy. Od połowy marca, kiedy zrobiło się znacznie cieplej, ale zagrożenie koronawirusem nie minęło, portale pośredniczące w sprzedaży nieruchomości odnotowały wyższy ruch w tym interesie. Polacy wyruszyli więc na poszukiwanie działek.

Młode małżeństwo z Warszawy miało oszczędności, ale niewystarczające, by sprawić sobie wymarzony dom z ogrodem. Na wakacje pieniędzy by wystarczyło, ale te w tym roku siłą rzeczy drogie i egzotyczne nie będą. Kilka lat temu kupili mieszkanie na warszawskiej Pradze-Południe , 15 minut spacerem od rodzinnych ogrodów działkowych. Ich wybór padł więc właśnie na pobliskie RODOS. Działka jest piękna, zadbana, z wyłożoną kamieniem ścieżką, kilkoma drzewami, stylową altaną z drewnianą ławką i huśtawką dziecięcą. To dobra decyzja, bo w Warszawie, ale także w Łodzi, Poznaniu, Krakowie, na Śląsku o działki jest bardzo trudno. Większe szanse mają chętni z Opola, Zielonej Góry czy ze Świętokrzyskiego. 

- To był spontaniczny zakup. Zawsze chcieliśmy mieć z żoną swój azyl, a w dobie pandemii te myśli wróciły. W naszej okolicy są dwa ogrody działkowe i okazało się, że są dwie działki na sprzedaż - opowiada mężczyzna. Pierwszą wyceniono na 26 tys. zl. Była w stanie fatalnym. Do jej oglądania ustawiła się kolejka ludzi, głównie młodych. - Właścicielka wymyśliła licytację telefoniczną, cena więc szybko wzrosła. Nie brałem w niej udziału, bo w tym czasie finalizowałem już zakup swojej działki. Znacznie droższa, ale wygląda przepięknie. Właściciel, z wykształcenia i pasji ogrodnik, pielęgnował rośliny 11 lat. Teraz nasze zadanie to nic nie zepsuć i cieszyć się tym pięknym miejscem - dodaje nowy właściciel działki.

 Wspomniane licytacje telefoniczne to dziś nowa forma finalizowania transakcji. Po ofertę do biura pójść nie można, bo są pozamykane, więc Polacy dzwonią.

ZAKUP POD KONTROLĄ

„W ostatnim czasie Jednostka Krajowa PZD, jak i biura Okręgowych Zarządów PZD odnotowują gwałtowny wzrost zapotrzebowania na działki w ROD. Gros pytań podczas uruchomionych na okres epidemii dyżurów telefonicznych dotyczy właśnie możliwości nabycia działki. Jest też wiele e-maili w tej sprawie" - pisze Zarząd Krajowy Polskiego Związku Działkowców. Zrzesza on 4,5 tys. osób.

Alarmuje, że jednostka krajowa PZD nie prowadzi wykazu wolnych działek, robią to zarządy poszczególnych ogrodów.

I informuje, że przy ustanowieniu prawa do działki uwzględnianej est miej -sce zamieszkania osoby, która o nią się ubiega. Ustawową funkcją rodzinnych ogródków działkowych jest zaspokajanie potrzeb wypoczynkowych, rekreacyjnych i socjalnych członków społeczności lokalnych. Nie ma możliwości nabycia prawa do działki z daleka od miejsca zamieszkania czy wręcz na drugim końcu Polski. Bo i takie pomysły w pandemii bywają. A związek działkowców podkreśla , że działki się nie kupuje na własność.

Nabywca staje się właścicielem posadzonych roślin, tzw. naniesień i obiektów na działce, natomiast w stosunku do samego gruntu uzyskuje jedynie prawo do dzierżawy. Każdy działkowiec ma prawo do jednej działki. Działkę w ROD możemy nabyć na dwa sposoby: kupno działki od zarządu ogrodu. Jeśli zarząd ROD nie dysponuje wolną działką, a prowadzi listę oczekujących na działkę, warto się na nią wpisać, zostawiając do siebie kontakt.

I drugi sposób, czyli nabycie działki od działkowca - podpisanie umowy przeniesienia prawa do działki. Jeśli znaleźliśmy działkę na sprzedaż i podpisaliśmy z działkowcem umowę przeniesienia prawa do działki, musimy umowę poświadczyć notarialnie. I dostarczyć dokument także do zarządu ROD. 

Bo samo podpisanie umowy nie świadczy o jej skuteczności. Zbywający działkę musi złożyć do zarządu ROD wniosek o zatwierdzenie umowy. Trzeba pamiętać, że zarząd ma dwa miesiące na zatwierdzenie takiej umowy. Do tego czasu to zbywający prawo do działki, a nie nabywca, jest w dalszym ciągu pełnoprawnym użytkownikiem działki z przysługującymi z tego tytułu prawami, jak i ciążącymi obowiązkami.

MONOPOL RODEM Z PRL 

Zarząd ROD może więc, z ważnych powodów, odmówić zatwierdzenia przeniesienia prawa do działki. Odmowa wymagała jednak uzasadnienia na piśmie. A każda ze stron umowy może na drodze sądowej podważyć zasadność takiej decyzji. Każdy nowy działkowiec, poza wynagrodzeniem za działkę, zobowiązany jest uiścić dwie, podwyższone, opłaty ogrodowe.

 Przez lata wysokość opłat i zasady, jakimi rządziły się działki, przyprawiały wiele rodzin o ból głowy.

 Pierwsze w Polsce ogrody działkowe, ROD „Kąpiele Słoneczne", założone zostały w Grudziądzu przez doktora Jana Jalkowskiego w 1897 r. Po II wojnie światowej dekretem z 1946 r. o ogrodach działkowych nadano im rolę instytucji użyteczności publicznej. Ustawa z 1949 r. zapewniała już otrzymanie ogrodów działkowych jedynie ludziom pracy.

 Potem był dokument z 1981 r. o pracowniczych ogrodach działkowych. W 2012 r. znaczna część przepisów ustawy z 2005 r. o rodzinnych ogrodach działkowych, w tym monopol Polskiego Związku Działkowców na zakładanie ogródków działkowych i bulwersujące zwolnienie PZD z opłat i podatków oraz obowiązek przekazywania mu ziemi przez samorządy, co szokowało pozostałych działkowców, została uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z ustawą zasadniczą.

 Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego było impulsem do stworzenia nowej ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, która obowiązuje od stycznia 2014 r. Zgodnie z nią rodzinne ogrody działkowe są prowadzone przez stowarzyszenia ogrodowe. W taką organizację przekształcił się też Polski Związek Działkowców. 

 

 Edyta Hołdyńska

 źródło : Tygodnik Sieci Prawdy



Powrót

Copyright © 2020 Polski Związek Działkowców All rights reserved.

made by Esencja Studio