Rodzina
Zdrowie
Ekologia
Edukacja
Wypoczynek

Bieżące wydarzenia

Czyś ty oszalał - po co ci to !? - 18.08.2017

Takimi słowami moi najbliżsi skwitowali mój zamiar  zdobycia działki pracowniczej. Prawie czterdzieści lat temu uzyskanie prawa do działki wymagało zgody zakładowych związków zawodowych. Analizowano nie tyle fakt czy ktoś będzie wykorzystywał ją w należyty sposób ale jego przydatność i "zasługi" w zakładzie.

    We włocławskim "Drumecie", na kierowniczym stanowisku w kadrach pracowałem krótko. Stanowisko to słynęło w tym czasie z wyjątkowo dużej fluktuacji. Przydzielając mi działkę liczono, że zagrzeję w tym zakładzie miejsce na stałe - stało się wkrótce inaczej ale to już inna historia.

    Tak więc działkę nr 143 w pracowniczym ogrodzie działkowym "Zalesie" przejąłem w lipcu 1979 r od poprzednika w stanie opłakanym. Tak zaniedbanej i zachwaszczonej działki nie było chyba w całym, liczącym 170 działek ogrodzie. Mimo to, były prezes dał do zrozumienia, że za wskazanie możliwości przejęcia działki coś wysokoprocentowego jemu się należy! Takie to były czasy lat siedemdziesiątych…. I tak stałem się pełnoprawnym użytkownikiem działki.

Jedna z pierwszych fotografii zrobionych w 1979 roku.

 

      Początkowa niechęć i ironizowanie mojej decyzji przez najbliższych przerodziły się w ciekawość. Skrawek po skrawku usuwaliśmy chwasty odkrywając kilka grządek zaniedbanych, mizernych warzywek.

W pełni lata, niewiele można było zrobić - za późno na warzywa kwiaty lub krzewy. Usunęliśmy straszącą swoim widokiem szopę, przystąpiliśmy do budowy drewnianej altanki oraz nakreślenia planu zagospodarowania działki.

      Jesienią wypełniliśmy działkę nadmierną ilością młodych drzewek i krzewów owocowych. Wiosną następnego roku wysieliśmy całą gamę warzyw i kwiatów jednorocznych. Póki co, mieliśmy pełne ręce roboty ale też i pełne zadowolenie z dokonań.

      Radość z posiadania "własnego" kawałka ziemi szybko prysła. Okazało się, że znaczna część działki usytuowana jest na terenie bagnistym, tuż przy strumyku odprowadzającym nadmiar wód z jeziora Łuba do rzeki Zgłowiączki. Już latem 1980 r  strumyk nietypowo wystąpił z brzegów zalewając większość mojej działki. Przykro było patrzeć na wystające z wody głowy kapusty, krzewy róż, mieczyki i inne nasadzenia. Jeszcze tej zimy wymarzła większość wrażliwych drzew i krzewów owocowych.

Fotografia z 2011 roku, kolejny efekt podtopienia części ogrodu.

 

W ten sposób większość nasadzeń uległa samo zlikwidowaniu, to samo zrobiliśmy z bardzo urodzajnymi krzewami porzeczek i agrestów. Po prostu nie byliśmy w stanie wykorzystać lub rozdać nadmiaru owoców. Zimowe wylewy nie były rzadkością stąd z roku na rok zmniejszaliśmy areał upraw warzyw na rzecz trawników. 

Przybywało iglaków - ogród sukcesywnie przekształcał się z warzywno-kwiatowego w miejsce wyłącznie wypoczynkowe z dużym oczkiem wodnym, różnorodnymi iglakami, pnączami oraz wieloletnimi bylinami.

      W krótkim czasie, nietrwałą altankę drewnianą zastąpiliśmy niedużą ale murowaną altanką posiadającą mały aneks kuchenny i zaplecze na podstawowe narzędzia. W tym też czasie ogród wyposażył działkowców w wodę z własnej hydroforni oraz w energię elektryczną.

   Działka piękniała stawała się funkcjonalna a to przyciągało rodzinę i znajomych do wypoczywania na naszej działce. Największą radość mieli najmłodsi - piaskownica, huśtawka, hamak, baseniki kąpielowe i plażowy namiot a także możliwość uganiania za piłką czy też gry w kometkę powodowały, że nie było weekendu bez ich obecności.

Starszym sprawiała radość gry w koszykówkę, czy też przygotowanie zakąski na grillu.

        Mijały lata. Każdego roku coś zmienialiśmy, modernizowaliśmy i wzbogacaliśmy o nowe elementy rekreacyjne i dekoracyjne. Często padały słowa uznania innych działkowców, działkę wyróżniano za estetykę i wprowadzanie innowacji. Mimo, że minęło blisko czterdzieści lat działkowych, ciągle jeszcze coś zmieniamy, poprawiamy i upiększamy. Na przestrzeni tych lat wrośliśmy w tę ziemię i mimo kolejnych podtopień (ostatnie duże w 2010 r) nie oddamy tej działki nikomu i nie wyobrażamy sobie życia bez niej.

      Ale nie tylko samą działką się żyło. W 2010 roku, w okresie szczególnie trudnym organizacyjnie dla ogrodu, po namowach, podjąłem się pokierowania zarządem komisarycznym a następnie nowo wybranym zarządem stawiając ogród wspólnie z całym zarządem w czołówce ogrodów rejonu włocławskiego. W konkursie na najlepszy ogród oraz konkursie na najładniejszą działkę zostaliśmy laureatami wyróżnionymi na szczeblu Okręgu Toruńsko – Włocławskiego Polskiego Związku Działkowców. Ogród ewidentnie uległ przeobrażeniu, ożywił się. Przeprowadziliśmy szereg remontów i inwestycji, poprawiliśmy estetykę i ogólny wygląd ogrodu. Zorganizowane atrakcyjne Ogrodowe Dni Działkowca zgromadziły około 500 osób - działkowców ich rodziny i znajomych. W tym czasie ogród wzbogacił się o bibliotekę, uzupełniona została kronika ogrodu oraz wkroczył w XXI wiek zakładając stronę internetową. Ogród przeobraził się z brzydkiego kaczątka w okazałego, dumnego i pięknego łabędzia.

    Po dwóch latach intensywnego społecznego zaangażowania się na rzecz poprawy sytuacji w ogrodzie, ustąpiłem miejsca innym. Cieszę się, że za moim przykładem do dziś prowadzona jest właściwa gospodarka oraz zarządzanie w ogrodzie ku zadowoleniu wszystkich działkowców.

   Ale coś, za coś! Intensywna praca społeczna uniemożliwiała właściwe zajmowanie się własną działką co spadało na barki niezadowolonej żony. Było minęło. Teraz, póki zdrowie pozwala, w dalszym ciągu z małżonką coś zmieniamy i modyfikujemy, gdyż praca  fizyczna daje nam satysfakcje i chęć do intensywnego spędzania emeryckiego czasu.

    Siedząc przy działkowej kawie z uśmiechem wspominamy czasy w których, nie mając dostatecznego doświadczenia popełnialiśmy kardynalne błędy w przesadnym zagęszczaniu drzew, braku pojęcia o terminach i rodzajach oprysków, sposobie przycinania drzew, itp. Wiedzę tę, z czasem pozyskałem z rozmów z działkowcami, wydawnictw związkowych czy też szkoleń.

      Moje zaangażowanie społeczne na rzecz ruchu działkowego i doświadczenie nie uszło uwadze władz związkowych. Od kilku lat jestem członkiem władz okręgowych Polskiego Związku Działkowców oraz okręgowym instruktorem SSI.

         Reasumując, z satysfakcją uznaję, że moja, ciągle jeszcze trwająca przygoda z działką dała mi pełnię zadowolenia, możliwość realizowania swoich marzeń i pomysłów, dała mi wreszcie możliwość spędzania wolnego czasu beztrosko, w ciszy i spokoju w otoczeniu najbliższych.

 

Tekst i foto: Mirosław Piechocki

Powrót

Copyright © 2018 Polski Związek Działkowców All rights reserved.

made by Esencja Studio