Rodzina
Zdrowie
Ekologia
Edukacja
Wypoczynek

Wydarzenia

Władza w rękach kobiet - 25.05.2017

 

Rozmowa z prezesem ROD im. Obrońców Pokoju w Warszawie Aleksandrą Andrzejewską

Jak to się stało, że na pierwszym walnym zebraniu, w którym wzięła Pani udział, od razu wybrano Panią na prezesa ROD?

Nie było zbyt wielu chętnych do objęcia tego stanowiska. Atmosfera była bardzo napięta. Zgłosiłam się, byłam nową twarzą, a działkowcy chcieli zmian i powiewu świeżości, więc mnie wybrali. To było w kwietniu 2016 roku. Ale szczerze mówiąc szybko pożałowałam swojej decyzji. Zszokowało mnie, ile problemów jest w ogrodzie. Nie byłam pewna, czy sobie ze wszystkim dam radę. Zaczęłam od uporządkowania spraw formalnych. Dokumentacja była w totalnym chaosie, trzeba było doprowadzić ją do porządku. Zadbać o sprawy formalno - prawne, zająć się kwestią zadłużenia ROD. Do tego stosunki międzyludzkie… Nad tym wciąż pracujemy, bo trzeba rozładować niechęć, zjednoczyć społeczność. A to jest chyba najtrudniejsze zadanie.

ROD im. Obrońców Pokoju w Warszawie ma już 115 lat. To jeden z najstarszych ogrodów w Polsce, który wciąż istnieje.

Rok, to bardzo mało, żeby pokazać ludziom, że dobrze zrobili głosując na Panią. Trudno się wykazać w tak krótkim czasie.

To prawda. W ogrodzie wciąż jest coś do zrobienia. Przez ten rok nasze działania były dla działkowców niewidoczne, bo przecież nie odczuli na własnej skórze skutków porządkowania spraw formalnych. Mimo to, podczas tegorocznego walnego zebrania, poparcie dla zarządu było bardzo duże. Cieszy mnie to, ale też zobowiązuje do jeszcze bardziej efektywnej pracy. Chcę poprawić jakość funkcjonowania ogrodu. W ubiegłym roku wydaliśmy mnóstwo pieniędzy, ponieważ wciąż mieliśmy awarie, jak nie sieci wodociągowej, to instalacji elektrycznej. Infrastruktura jest tutaj bardzo stara i wymaga wymiany. Dlatego priorytetem na ten rok jest właśnie wymiana sieci wodociągowej. Mamy nieco zaoszczędzonych pieniędzy, planujemy także wystąpić o dotację do PZD, jeśli inwestycja przekroczy nasze możliwości finansowe. W kolejnych latach będziemy starać się o wymianę sieci energetycznej, naprawę płotu od ul. Racławickiej, być może uda się zdobyć jakiś „zastrzyk” gotówki - wówczas wyremontujemy alejkę główną.

Zdjęcie z archiwum ogrodowego.

Powiedziała Pani, że działkowcy wyrazili swoje poparcie dla działań zarządu. A jaka była frekwencja podczas zebrania? Prezesi ROD-ów skarżą się, że zwykle jest niska.

Niestety i my borykamy się z tym problemem. Nawet połowa działkowców nie przychodzi na zebrania. Później nie mają pojęcia co się dzieje w ogrodzie, pytają w biurze, często mają pretensje, że nie mamy w planach jakiejś inwestycji, która ich zadaniem jest konieczna. Ale przecież właśnie po to są zebrania, żeby z sobą rozmawiać. Zauważyłam, że przychodzą na nie głównie osoby starsze, to daje im poczucie decyzyjności. Może to się wkrótce zrównoważy, ponieważ w ostatnich tygodniach, dość dużo młodych osób nabyło u nas działki. Jeśli chcą mieć wpływ na rozwój ROD, powinni uczestniczyć w zebraniach.

Wasz zarząd też jest młody.

Tak i dość specyficzny, na siedem osób mamy tylko jednego mężczyznę. Tak się złożyło. Ale to nie przeszkadza nam w zgranej współpracy. Choć struktura rzeczywiście jest dość nietypowa.

A jak z różnicą pokoleniową między działkowcami?

Różnie. Ci, którzy mają działki dłużej są z sobą bardziej zintegrowani, młodzi starają się wpasowywać. Plusem jest na pewno fakt, że na działce człowiek ma kontakt z osobami z różnych środowisk, różnym statusie materialnym czy nawet wykształceniu. Jedni są życzliwi, wymieniają się sadzonkami, doradzają sobie, inni szukają konfliktów. Tak, jak w społeczeństwie -pełen przekrój osobowości. Prawdę mówiąc największą różnicę widać po sposobie pielęgnacji działki. Młodzi sieją trawę i przyjeżdżają tutaj głównie w celach rekreacyjnych, starsi sadzą warzywa, kwiaty - ich działki są bardziej użytkowe. Różnice zarysowują się także w sposobie zabudowy. Młodzi działkowcy najchętniej stawialiby domy zamiast altanek, wysokie płoty, a przecież w ROD obowiązują pewne zasady. Wciąż musimy o nich przypominać. Ogrody znajdują się na terenie miasta, to nie letniskowe działki, które można dowolnie urządzać.

No właśnie! A propos miasta. Ostatnio toczą się różne dyskusje na temat tego, czy ROD powinny być otwarte dla całej społeczności miejskiej, czy służyć tylko działkowcom. Przeciwnicy uważają, że otwarcie ogrodów spowoduje lawinę kradzieży i dewastacji, zwolennicy twierdzą, że to przestrzeń miejska i powinna być otwarta. Jaką politykę stosuje Pani?

Nie wszystkie bramy mamy otwarte, ale nie zamykamy się też przed mieszkańcami miasta. Alejka główna jest dla nich dostępna. Miasto, to przestrzeń wspólna, więc ROD też do niej należy. Podobnie, jak parki. Uważam, że jeśli działkowcy będą mniej hermetyczni i otworzą się na potrzeby innych mieszkańców miasta, to ci nie będą chcieli likwidować ogrodów. Słyszała pani, żeby ktoś chciał wycinać park, tylko dlatego, że jest w centrum miasta? Wychodząc naprzeciw pewnym oczekiwaniom wobec nas, chcę starać się o pieniądze z budżetu partycypacyjnego i zbudować w ogrodzie plac zabaw dla dzieci lub siłownię, właśnie z myślą o osobach, które odwiedzają ROD.

Czy to właśnie w ramach otwarcia ROD na mieszkańców, prowadzicie „zielone lekcje” i projekt „Warszawscy działkowcy”?

Tak. „Zielone lekcje”, to zajęcia dla przedszkolaków. Program jest pilotażowy.  Przygotowaliśmy dla dzieci grządki, kupiliśmy im nasionka i narzędzia do pracy. Maluchy wyhodowały w przedszkolu swoje sadzonki i tutaj uczą się, jak dbać o roślinki, co jest im potrzebne, żeby rosły. Natomiast „Warszawscy działkowcy”, to cykl, który był prowadzony, zanim ja zostałam prezesem. Cieszył się dużą popularnością wśród osób starszych. Teraz interesują się nim także młodsi. Polega on na przybliżeniu mieszkańcom Warszawy idei miejskiego ogrodnictwa, przedstawieniu historii ogrodu oraz jego mieszkańców.

Skończyła Pani architekturę i urbanistykę. Czy ten kierunek studiów pomaga w kierowaniu ROD?

Pomaga w organizowaniu przestrzeni, dbaniu o estetykę. Tak, jak wspominałam ROD nie jest w mieście samotną wyspą, powinien komponować się z krajobrazem. Uważam, że nasz ogród jest pod tym względem idealnie zrównoważony. Zanim zdecydowałam się nabyć tutaj działkę, odwiedziłam kilka ogrodów i ten urzekł mnie najbardziej. Wejście tuż przy metrze, człowiek przechodzi bramę i przenosi się do zupełnie innego świata.

No tak, to w końcu najstarszy ogród w Warszawie.

Owszem, w tym roku będziemy obchodzić 115 lecie istnienia. Nasz ROD jest najstarszy w mieście i drugi pod względem wieku w kraju. Musimy opracować godny scenariusz  obchodów, na pewno z dużą pompą wybierzemy i nagrodzimy najpiękniejszą działkę. 

Rozmawiała A. Twardowska

Powrót

Copyright © 2019 Polski Związek Działkowców All rights reserved.

made by Esencja Studio